545 podpisów od zmiany. Komisarz zatrzymał referendum, które miało obalić władzę powiatu mławskiego

Mieszkańcy powiatu mławskiego zebrali 7335 podpisów pod wnioskiem o odwołanie Rady Powiatu Mławskiego. Po weryfikacji zostało 4956 ważnych. Do uruchomienia referendum potrzeba było 5501. Zabrakło 545. 14 września Komisarz Wyborczy w Ciechanowie II Paweł Fabisiak odrzucił wniosek. **

To nie jest historia o jednej liczbie. To historia o konflikcie, który latem wyszedł ze szpitalnych korytarzy na ulice Mławy, przed Starostwo Powiatowe, a następnie trafił na biurka urzędników odpowiedzialnych za weryfikację tysięcy podpisów.

I właśnie tam, w rubrykach dotyczących adresu, PESEL-u, nazwiska czy prawa wyborczego, społeczny bunt zderzył się z bezlitosną procedurą.

Najpierw był szpital

Początkiem obecnego konfliktu stała się sytuacja Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Mławie i narastający spór pomiędzy jego dyrektorem Piotrem Parjaszewskim a władzami powiatu.

17 czerwca Zarząd Powiatu Mławskiego zdecydował o rozwiązaniu umowy z dyrektorem. W uzasadnieniu wskazywano m.in. na utratę zaufania, publiczne wypowiedzi podczas sesji rady oraz kwestie związane z wykorzystaniem zasobów szpitala podczas protestu. Parjaszewski nie zgadzał się z przedstawianą przez zarząd argumentacją i zapowiadał dochodzenie swoich praw.

Sprawa błyskawicznie przestała być wyłącznie konfliktem personalnym.

Wokół szpitala narastały emocje. Część pracowników i mieszkańców stanęła w obronie odwołanego dyrektora. W lokalnych mediach pojawiały się informacje o trudnej sytuacji finansowej placówki i wielomilionowym zadłużeniu.

17 czerwca — tego samego dnia, kiedy zarząd podjął decyzję o odwołaniu dyrektora — pojawiła się również inicjatywa referendalna dotycząca odwołania Rady Powiatu Mławskiego.

Z protestu pod starostwem do 7335 podpisów

Latem akcja nabierała tempa.

Inicjatorzy referendum zbierali podpisy wśród mieszkańców powiatu. Cel był konkretny: przekroczyć ustawowy próg i doprowadzić do głosowania nad odwołaniem rady przed końcem kadencji.

Ostatecznie 27 sierpnia do Komisarza Wyborczego w Ciechanowie trafił wniosek wraz z 380 kartami zawierającymi 7335 podpisów.

Na pierwszy rzut oka wyglądało to bardzo mocno.

Wymagano 5501 ważnych podpisów.

Inicjatorzy mieli ich — przynajmniej na papierze — o 1834 więcej.

Ale referendum nie rozstrzyga się na podstawie liczby złożonych podpisów. Liczy się liczba podpisów, które przejdą weryfikację.

I właśnie tutaj zaczęły się schody.

7335 na początku. 4956 na końcu

Pracownicy Delegatury Krajowego Biura Wyborczego sprawdzili przekazane karty.

Wynik okazał się dla inicjatorów brutalny:

7335 – tyle podpisów złożono.

2379 – tyle zakwestionowano.

4956 – tyle uznano za prawidłowe.

5501 – tyle było potrzebnych.

545 – dokładnie tylu ważnych podpisów zabrakło.

To oznacza, że z całej puli podpisów odpadło ponad 32 procent.

I właśnie ta różnica — zaledwie 545 podpisów poniżej ustawowego minimum — sprawia, że decyzja komisarza będzie zapewne długo komentowana w powiecie.

Najwięcej podpisów przepadło przez adresy

Komisarz szczegółowo wskazał powody zakwestionowania podpisów.

Największą grupę stanowiły błędy dotyczące adresu — 988 przypadków.

Dalej znalazło się 673 wielokrotne poparcie tej samej osoby, 374 wadliwe numery PESEL, a także 251 osób, które nie posiadały prawa wybierania do właściwej rady.

Do tego doszły m.in. wadliwe imiona lub nazwiska — 72 przypadki — brak podpisu — 19 oraz nieprawidłowe daty poparcia — 2.

To pokazuje, jak cienka może być granica pomiędzy politycznym sukcesem a formalną porażką.

Można mieć tysiące ludzi popierających ideę referendum, a jednocześnie nie osiągnąć wymaganego progu, jeśli część kart nie pozwala organowi wyborczemu jednoznacznie potwierdzić, że podpis złożyła osoba uprawniona.

„Mamy minimum” — ale minimum okazało się za małe

W trakcie zbiórki inicjatorzy zdawali sobie sprawę, że część podpisów może zostać odrzucona. Dlatego nie zamierzali poprzestać na minimalnej liczbie.

I rzeczywiście — zebrali znacznie więcej niż wymagane 5501.

Problem polegał na skali błędów.

Z zapasu 1834 podpisów po weryfikacji pozostało zaledwie 4956 ważnych.

Brakujące 545 podpisów to około 9,9 procent wymaganego minimum.

Tak niewiele — a jednocześnie wystarczająco dużo, by całe referendum nie mogło zostać zarządzone na podstawie tego wniosku.

Komisarz nie miał prostego „koła ratunkowego”

Decyzja nie oznacza, że komisarz uznał samą inicjatywę społeczną za bezzasadną.

Jego zadanie było znacznie węższe: sprawdzić, czy wniosek spełnia wymogi określone prawem.

Po zakończeniu zbierania podpisów nie można po prostu dopisać kolejnych osób dlatego, że weryfikacja wykazała braki w wymaganej liczbie.

Dlatego właśnie moment zakończenia zbiórki miał dla całej inicjatywy kluczowe znaczenie.

545 podpisów nie można było po prostu „donieść” po zakończeniu procedury.

To jeszcze nie musi być koniec

Inicjatorom przysługuje możliwość zaskarżenia postanowienia do sądu administracyjnego.

To oznacza, że 14 września niekoniecznie został postawiony ostatni znak zapytania.

Jeżeli skarga zostanie złożona, sąd będzie musiał ocenić sprawę w granicach przewidzianych prawem.

Na razie jednak sytuacja jest jasna: referendum w sprawie odwołania Rady Powiatu Mławskiego nie zostało zarządzone.

Szpital pozostaje w centrum konfliktu

Paradoks tej historii polega na tym, że choć referendum zatrzymało się na kartach z podpisami, jego polityczne źródło pozostaje żywe.

Problemy mławskiego szpitala nie zniknęły wraz z decyzją komisarza.

Nie zniknął również spór o odpowiedzialność za jego sytuację.

Nie zniknęły pytania o sposób zarządzania placówką.

Nie zniknęły emocje po odwołaniu dyrektora.

I nie zniknęło najważniejsze pytanie: co dalej z zadłużonym szpitalem i kto powinien ponosić odpowiedzialność za jego przyszłość?

W czerwcu część mieszkańców odpowiedziała na to pytanie ulicą i podpisami.

We wrześniu odpowiedź przyszła z Ciechanowa — w formie postanowienia.

545 podpisów, które zmieniły polityczny rachunek

Ta historia ma jeszcze jeden wymiar.

Inicjatorzy chcieli doprowadzić do referendum w sprawie odwołania całej Rady Powiatu Mławskiego. Nie wystarczyło jednak przekonać mieszkańców do samego pomysłu.

Trzeba było również poprawnie przeprowadzić ogromną operację organizacyjną: zebrać podpisy, dane osobowe, adresy i numery PESEL, a następnie dopilnować, aby każdy wpis spełniał wymogi formalne.

I właśnie na tym etapie inicjatywa poniosła porażkę.

Nie polityczną.

Nie wyborczą.

Formalną.

Ale jej konsekwencje są jak najbardziej polityczne.

Referendum nie będzie. Pytania zostają

Władza powiatowa może więc na razie odetchnąć.

Rada Powiatu Mławskiego nie staje przed perspektywą przedterminowego głosowania.

Starosta Witold Okumski i obecny zarząd pozostają na swoich stanowiskach.

Ale trudno uznać, że sprawa została zamknięta.

Bo 7335 osób podpisało dokument, którego celem było doprowadzenie do referendum. Nawet jeśli po sprawdzeniu część podpisów okazała się nieważna, sama skala przedsięwzięcia pokazuje, że konflikt wokół powiatu i szpitala wyszedł daleko poza gabinety urzędników.

Teraz wszystko zależy od tego, czy inicjatorzy zdecydują się na drogę sądową.

Jedno jest natomiast pewne.

Do referendum zabrakło 545 podpisów.

Nie pięciu tysięcy.

Nie pięciuset tysięcy.

545.

Tyle wynosi dziś różnica między potężną społeczną akcją a urną wyborczą.

I być może właśnie dlatego ta historia jeszcze się nie skończyła.

T.B

KOMENTARZE

Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczanych przez użytkowników. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.JEDNOCZEŚNIE UZYTKOWNICY ZAMIESZCZAJĄC KOMENTARZ OSWIADCZAJĄ, ŻE BIORĄ PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TREŚCI UMIESZCZONE PRZEZ SIEBIE

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com